nadPRAWDA – OBCA PRAWDA

Witaj Drogi Czytelniku: Tym razem po nieco krótszej przerwie, ostatnio bardzo mocno ciągnie mnie do pisania; może i nawet rozpocznę czwartą książkę, tym razem tę właściwą, z odpowiednim kierunkiem i myślą; tym co faktycznie chciałabym przekazać niżeli z historyjkami fantasy i „spowiedzią” życiową (chociaż ta druga mogłaby być NIEZWYKLE dobrym i przełomowym materiałem i po dziś dzień przeklinam się systematycznie, co jakiś czas, że ów materiał doszczętnie zniszczyłam i usunęłam wszelkie ślady zarówno na wirtualnym papierze jak i w umyśle, w przypływie bliżej nieokreślonej emocjonalnej głupoty). Może i kiedyś odtworzę coś podobnego, może i mnie uda wspiąć się na takie wyżyny kreatywności, jak wtedy, gdy pisałam pod wpływem: chwili, doświadczeń, wydarzeń. Jednakże, pamięć bywa krótka i zawodna, zwłaszcza, gdy pewne rzeczy chcesz z niej bezpowrotnie wymazać… Czasem i tak jest lepiej.

Niemniej jednak, wracając do mojego dzisiejszego, wieczornego meritum…

Zawsze się zastanawiam, jak to jest: załóżmy Drogi Czytelniku, że coś Ciebie trapi. Tudzież, że potrzebujesz porady, dobrego słowa, wskazania kierunku, którym mógłbyś podążyć. I wysnuwasz zapytanie; poruszasz temat, oczekując właśnie: porady; tego, że ktoś za Ciebie pomyśli, ktoś wskaże Ci kierunek, właściwą ścieżkę, tor, cały plan działania z zaznaczonymi podpunktami i krzyżykami.

Tudzież, robisz coś systematycznie, co jakiś czas; masz jakiś nawyk, pracę, przyzwyczajenie i nagle ktoś TOBIE NAJBLIŻSZY, z Twojego zaufanego otoczenia powie Tobie: TO NIE TAK. Słuchaj, Grażynka, to i to robisz źle. I nie chodzi o to, że robisz źle, bo ogólnie przyjęte normy tak mówią, lecz to po prostu jest złe. Dla Ciebie, dla Twojego biznesu, dla Twojego zdrowia, rodziny, dziecka. I Ty wiesz, że mówi Ci to osoba, której ufasz, którą znasz, Tobie bliska. I co?

HALYNA, NIE MASZ RACJI. PITOLISZ GŁUPOTY.

Tak tak, Drodzy Państwo. Zazwyczaj właśnie taka jest reakcja: A DEJ TY MI ŚWIĘTY SPOKÓJ. Tudzież: a wiem wiem, ale jakoś tak… zbyt leniwa jestem, aby ten stan rzeczy zmienić. Opcja numer trzy, że okej, masz rację… ale zmienię to jutro, pojutrze, nigdy. Opcja numer 4 – posłucham, pokiwam głową w pozornym zamyśleniu nad problemem, gdy naprawdę myślę o tym czy 5 ziemniaków zamiast 7 starczy na dzisiejszy obiad. I temat oleję, tak suto i obficie niczym solidna ulewa wiosennego poranka, a chociażby i nawet tego Wielkanocnego.

I Ty Drogi Czytelniku, doskonale wiesz o tym: że zwróciłeś MATULI uwagę, że za dużo słodyczy kupuje Twojej siostrze W DOBREJ WIERZE, bo wiesz, że to szkodzi, a nie dlatego, że swojemu rodzeństwu żałujesz. I doskonale wiesz, że odradzając wujkowi tego kredytu na hiperdrogi samochód działasz w dobrej wierze, przeciwny filozofii ZASTAW SIĘ A POSTAW SIĘ (tudzież pokaż sąsiadowi jednemu, piątemu, dziesiątemu), że mam i mnie stać; a nie w geście zazdrości, że wujek posiadać będzie nową furę, a ty nie. Ewentualnie, że zwrócisz uwagę swojemu tacie, że za dużo alkoholu w towarzystwie pije i to nieeleganckie, gdy wtedy wypowie na głos żart, który tylko w waszym rodzinnym gronie brzmi jako tako dobrze; gdy wśród nawet najlepszych znajomych stawia Twoją Matulę w złym świetle… Gdy zarzucisz partnerowi, że ten model biznesowy jest niekoniecznie korzystny, może, że w biurze daje się wykorzystywać, a on stwierdzi, że kompletnie nie wiesz o czym mówisz, bo Twoje myślenie zapewne nie wychodzi poza schemat, to nie Twój świat lub po prostu: zazdrościsz, bo mi się LEPIEJ powodzi i na pewno chcesz mi zaszkodzić.

I teraz, okej, godzisz się z myślą, że słowa nie dotarły. Tona słodyczy dalej się piętrzy, nowy samochód lśni na podwórku (a rachunek za prąd leży niezapłacony już 3 miesiąc), tatko podłapał nowy genialny kawał o Grażynie i przy nowo poznanych znajomych zarzuca wulgaryzmem, mocno odwołując się do swojej „jakże zwariowanej rodzinki”, bo nowo poznani muszą wiedzieć, jacy my frywolni i zabawni i luzaccy jesteśmy… a partner spędza kolejne nadgodziny w biurze, tyrając na kierownika, który i tak za żadne skarby nie przyzna się, że tę robotę za niego odrobił ktoś inny.

Nagle, w ręce Mamy, Taty, Wujka, Siostry, Babuszki trafia książka. Tudzież spotykają ciotkę, sąsiada, wpływową personę o stabilnej pozycji społecznej; autorytet w danej lub kompletnie niezwiązanej z tematem dziedzinie: i czytają/słyszą. TO ROBISZ ŹLE. I palcem pokazują na czynność, o której Ty mówiłeś już tydzień temu. Dokładnie ta sama uwaga o słodyczach, kredycie i tak dalej; i tym podobne… I NAGLE doznają olśnienia: HOLA HOLA, RACJA! To robię źle, muszę to zmienić, poprawić, bo ON tak mówi!

W tym momencie zdajesz sobie sprawę: to nic. To nic, że Twoje słowa, płynące ze szczerej chęci poprawy czegoś na lepsze nic nie dały. To nic, że słowa przeczytane w kolejnej z rzędu motywacyjnej książce lub od obcej osoby mają większy wydźwięk i większe dotarcie, niżeli słowa od osoby bliższej, najbliższej. Taka już chyba ludzka natura: by innych słuchać bardziej; najbliższe stwierdzenia puszczając gdzieś obok uszu.

Dlaczego? Bo za dobrze się znamy? Bo chcemy sobie zrobić po złości? Ewentualnie, pokazać, że rzekomo: wiemy więcej? Sami widzimy? Lub, że problemu nie ma, nie istnieje?

A może, podświadomie potrzebujemy autorytetu?

Także, autorytetem nie będzie dla nas osoba, którą znamy 24/7, niemalże na wylot: będzie to obcy mówca motywacyjny; sąsiadka z naprzeciwka; rozdział w książce. Dlaczego zdecydowanie większy % z nas zmiany wprowadza właśnie pod OBCYM wpływem, po OBCYM stwierdzeniu? Czy wtedy wydaje nam się to bardziej prawdziwe?

NAPRAWDĘ doceniam każdą uwagę, którą dostanę od bliskich. Mogę się z nią nie zgadzać; (co jest niezwykle częstym zjawiskiem, gdyż moje myślenie na tematy nawet i przyziemne często mocno odbiega od ogólnie przyjętych schematów i ciężko mnie do pewnych rzeczy przekonać tudzież porównać); jednak staram się za każdą jedną dziękować, wysłuchać, przyjąć do siebie; zastanowić się, skąd mogła ona wyniknąć bo może jednak gdzieś to małe ziarenko zostało zasiane i zbyt mocno zakiełkowało i to może być dla mnie sygnał, że ta grządka jest nieodpowiednia? Owszem, bywa, że uniosę się honorem; dumą; racją; albo otoczę murem, którego nie zburzyłby najpotężniejszy taran i w danej chwili powiem: NIE. HALYNA NIE MASZ RACJI. A dzień później zadzwonię do „uwagodawcy” i po głębokim przemyśleniu powiem: dobra, spostrzegawczy jesteś. Co z tym robimy?

Śmieszy mnie, gdy powiem babci jakąś naprawdę dobrą, zdrowotną uwagę podpartą szeregiem publikacji i toną zrobionych wykopalisk (w poprzednim wpisie opowiadałam Wam jak daleko potrafi mnie zapędzić moja różowa CIEKAWOŚĆ), ona pokiwa głową i oleje temat, myśląc, że to bzdury wyssane z palca. Tydzień później wyczyta w tej śmiesznej gazetce z toną durnych opowieści jakąś rubryczkę, z tą właśnie zdrowotną uwagą, o której jej mówiłam. I to nawet nie jest rubryczka prowadzona przez dyplomowanego lekarza, lecz luźny list/wpis od jakiejś Renatki z Grudziądza, która od 20 lat tę metodę stosuje i JEST DOBRA.

I co? I pal licho Twój autorytet, szmatławiec z listem od Pani Renatki zrobił większe wrażenie, tak bywa.

Kolejna motywacyjna książka, talk-show z dziennikarzem na czele. Blog w internecie. Facet, do którego wzdychasz i widzisz raz w tygodniu. Sąsiadka, największa plotkara w okolicy. Plotka rozniesiona po osiedlu. Porada usłyszana od koleżanki z zajęć fitness. (nawet nie od trenerki!)

Naprawdę, OBCE ma aż taki wpływ? Dlaczego? Czy na siłę chcemy być lepsi, by to właśnie LUDZIOM się podobać, a nie być lepszymi DLA SAMYCH SIEBIE?

Przemyśl to, Drogi Czytelniku, zanim następnym razem zignorujesz tę najcenniejszą lub mniej cenną uwagę zasłyszaną od członka rodziny lub najbliższej koleżanki. Może i w niej tkwi coś dobrego dla Ciebie? W końcu największa motywacja bierze się z nas samych, z chęci samodoskonalenia i podążania lepszą drogą czyż nie? Przecież nie „na pokaz”?

Chyba.

Albo… zmień kanał w telewizorze i życzę Ci dobrego wieczoru. I nie zapomnij zmyć po prawie dorosłej córce talerza po kanapkach i wyrzucić papierków po stosie cukierków, które leżą gdzieś pomiędzy rogiem blatu a jej nosem wystającym znad smartfona.