SAMOTNOŚĆ W SIECI

Był chyba taki film, prawda?

Otóż, witam Ciebie Drogi Czytelniku w tym moim – kolejnym – oderwanym od rzeczywistości, przypływie kreatywności. Bywają i dni takie lekkie i melancholijne, w których i ja czuję pewne skrajnie wykluczające się emocje, którymi dzisiaj się z Tobą podzielę. Bo może i w życiu prywatnym milczę i ciężko mnie pociągnąć za język, tudzież usłyszeć po pytaniu „co u Ciebie słychać” odpowiedź sugerującą, że coś jest nie tak; tak na papierze (ekranie, literkach klawiatury, jeden pies) bywam dość wylewna, bo łatwiej mi myśli pogrupować w odpowiednie kategorie; zadbać o wstęp, rozwinięcie i zakończenie i nie rozproszyć myśli innym tematem rozmowy czy też przemykającym przez głowę skojarzeniem. Wobec czego, po moim parudniowym wyciszeniu umysłu przyszedł czas na wylanie wniosków, niczym Nil, który wylewa raz (czy tam dwa razy – nie potrafię znaleźć źródła, które mówiłoby dosadnie) w roku a porządnie. I przyszła dzisiaj myśl niemalże codzienna; niby tak oczywista, a spędzająca mi ostatnimi dniami sen z powiek – samotność.

Święta Zmartwychwstania Pańskiego (moje powody ich celebrowania to temat na osobny post, który może i nawet dzisiaj stworzę) spędziłam we wspaniałym towarzystwie – Mojego ukochanego Faceta oraz rodzinki Przyjaciół, których kocham całym sercem odkąd tylko pamiętam (to TEN typ przyjaźni – od dziecka – na całe życie). Był z nami jeszcze kuzyn przyjaciółki – małomówny, lecz sympatyczny – więc i on zyskał moją sympatię. I wydawałoby się, że będąc w gronie tak wspaniałych ludzi będę czuć się niezwykle – szczęśliwa, wypoczęta. I po prawdzie – tak też było przez całe 2 dni Świąt. Jednakże, bieganie o 6 rano pośród górskich szczytów dało mi możliwość spojrzenia na moją codzienność nieco inaczej; te momenty, w których mogłam się wyciszyć, pobyć w zadumie siedząc na brzegu górskiego potoku i patrząc w przestrzeń – to było coś, czego potrzebowałam, bo niezwykle cenię sobie spokój i harmonię ducha i te chwile, gdy mogę pobyć sama ze sobą; poukładać sobie myśli i wszelkie codzienne sprawy; uspokoić emocje i nadać tor moim przyszłym poczynaniom. I podczas tych moich pięknych paru kilometrów sam na sam z naturą, odkryłam coś, co i mnie zadziwiło na tyle, by nad tym nieco dłużej się zastanowić.

Bo o ile na co dzień mam obok siebie Ukochaną Osobę; o ile mogę wsiąść w samochód i pokonać te 20-40 kilometrów by znaleźć się w domu mamy tudzież przyjaciółki (i znów przybrać na wadze po naszej słabości do ekologicznego tiramisu i innych pyszności); o tyle, coraz częściej zaczęłam zostawać sama ze swoimi myślami, może uciekać? Moje serce podczas ostatnich miesięcy znacznie zwiększyło swoją pojemność i zaczęło się domagać. Tak, to fakt, w dni takie jak ten czuję się samotna.

Żyjemy w czasach, gdy nie musimy wysyłać listu, by po paru tygodniach dostać odpowiedź i załagodzić tęsknotę – wystarczy zalogować się na wirtualnym komunikatorze: facebooku, skype, instagramie, snapchacie czy innej ciekawej aplikacji – wystukać parę literek, dodać minkę; serduszko; jakieś zdjęcie, kliknąć „wyślij” – i temat załatwiony, jesteśmy w kontakcie chociażby z innego miasta, wyspy, końca świata. To naprawdę dużo, móc napisać czy zadzwonić; usłyszeć się; głos czy tę parę pokrzepiających słów; krótkie „jestem”, „tęsknię”, „jak się czujesz?”. Jednakże, nie chcę oszukiwać sama siebie i Ciebie Drogi Czytelniku – to tylko ułatwienie, które ma pomóc pewne rzeczy przetrzymać bądź rozpocząć, lecz NIGDY nie zastąpi.

Tak, jestem osobą o pojemnym sercu. Fakt, że znalazłam się na instagramie i dziennie odpisuję na dziesiątki wiadomości, zatracając się w wirtualnym świecie jest przyjemny – cieszę się, że jesteś Ty Drogi Czytelniku, że mogę mieć z Tobą kontakt mniejszy bądź większy, pokrzepić Cię i pocieszyć, podzielić się motywacyjną lub inspirującą myślą – naprawdę cieszę się, że mogę dla Ciebie być. Staram się jak mogę i często spotkasz mnie wklejoną nosem w ekran telefonu, bo zależy mi, byś dostał najbardziej prawdziwą z możliwych odpowiedzi; wsparcie, którego oczekujesz; pomoc, o którą prosisz.

A ja? A ja najzwyczajniej w świecie czuję się wtedy bardziej potrzebna. Mniej samotna. Łatwiej znieść mi myśl, że bliskie memu sercu osoby są w innym mieście; na odległej wyspie; na krańcu świata. Jednakże, gdy już telefon odłożę, ciężko mi wrócić do rzeczywistości. Ciężko mi spojrzeć na codzienność, oderwać się od myśli, że mogę być Ci w danej chwili potrzebna; przestać myśleć o Tobie, gdy powinnam skupić się na sobie i pracować. Więc w przypływie tego błędnego koła biorę telefon znowu do ręki; wystukuję kolejne wiadomości; nagram Ci wiadomość głosową lub wyślę zdjęcie – i z każdą kolejną wiadomością tego typu wcale nie czuję się bliżej Ciebie. Tęsknię i zatracam się jeszcze bardziej.

Będąc właśnie w Zakopanem, tata przyjaciółki mocno naciskał nas, byśmy telefony zostawili, najlepiej wyrzucili. Tak też starałam się zrobić – wyciszyć się, cieszyć chwilą; każdą jedną najmniejszą; każdym podmuchem wiatru, promieniem słońca; smakiem kolejnego kawałka makowca; uśmiechem po wypowiedzianym dowcipie; splecionymi palcami; dotykiem skóry czy też mocnym przytuleniem prawie łamiącym żebra… I o ile cieszenie się towarzystwem ważnych dla mnie osób było najpiękniejszym uczuciem na świecie, tak też dzisiaj, dzień po powrocie dopadł mnie przejmujący żal: że Ciebie nie ma obok. Że nie mogę Ciebie dotknąć, przytulić; patrzeć na Twój uśmiech – ten wielki w przypływie radości i ten lekki, subtelny, pod nosem – gdy zasugeruję Ci jakąś myśl. Że mija kolejny dzień, kiedy Ciebie nie widzę, bo jesteś 80-150-3500-14000km ode mnie. Że w moim sercu zajmujesz istotne miejsce, że brak Ciebie powoduje to przejmujące uczucie samotności, którego nie zastąpi nawet najpiękniejsze zdanie wyświetlone na ekranie mojego smartfona. Że te parę literek i emotek nie wystarcza; że Twój głos najlepiej brzmi na żywo a wiadomość chcę usłyszeć patrząc na Twoją twarz, by nie musieć domyślać się tonu, wydźwięku i znaczenia; po prostu będę wiedzieć od razu, bez żadnej analizy.

Tak; w jakiś swój sposób przeklinam i dziękuję jednocześnie za tę łatwość kontaktu między nami poprzez media społecznościowe. Bo mogłabym nie mieć nic, a mam chociaż tę maleńką namiastkę. Lecz… Czy nie piękniej byłoby uświadomić sobie samemu, że Tobie też zależy? Nie prościej zadzwonić, powiedzieć: „Przyjedź?” lub „Wstawiaj wodę na herbatę, jestem właśnie w drodze do Ciebie?”. Kiedyś nie umawialiśmy się; nie było telefonów; wizyty były niezapowiedziane i nie „od święta” a gospodarz stawiał na stół co akurat miał pod ręką, nawet jeżeli oznaczało to tylko kubek kawy i ciasto pieczone na szybko razem z Tobą lub paczkę ciastek schowanych na takiego typu okazje. Dzisiaj musimy się umówić: bo żyjemy w pędzie pracy, bo gonimy za sukcesem i stabilnością; bo w domu bałagan; bo jak to tak: bez zapowiedzi?! Tudzież, jesteśmy od siebie daleko bo świat jakiś taki mniejszy się wydaje… Kusi mnie nieraz by po prostu wskoczyć w samochód lub samolot i pędzić do Ciebie. I ląduję przeważnie; na kolejnym spacerze; uboczu lasu na ławce; lub w ekranie telefonu pisząc kolejną wiadomość do Ciebie, by dać sobie złudne uczucie Twojej obecności. Lecz Ty jesteś daleko.

Więc wracam: do domu, próbuję odłożyć telefon. Próbuję docenić to, co mam naokoło. Kocham każdą chwilę spędzoną z bliskimi, lecz bywa, że w pędzie pracy i o tym zapominam – by moją piękną codzienność docenić. Zrobię to na chwilę; czasem „na odwal”, bo przecież widzimy się na co dzień lub co 3 dni. Lecz mogłabym nie widzieć moich bliskich tak jak Ciebie – tydzień, dwa; miesiąc; pół roku. Jakże samotna byłabym wtedy!

Więc, doceń proszę, Drogi Czytelniku – każdą chwilę spędzoną z bliską Ci osobą na żywo. Każdy wymieniony czuły gest; każdą troskę; każdy uścisk. Jeżeli za kimś tęsknisz – nie czekaj, zadzwoń; umów się; pojedź bez zapowiedzi lub zrób niespodziankę – nie wiesz nawet ile radości możesz dać i sobie i osobie Tobie bliskiej. Bo w dobie komputerów i telefonów może i jest nam łatwo wymienić parę wiadomości i serduszek. Lecz piasek klepsydry zabija szczęścia czar i oddala nas; bo czymże jesteśmy na tym świecie jeżeli nie przede wszystkim – ludźmi, pełnymi emocji, a najbardziej – miłości? Na co nam dobra tego świata, udogodnienia, cyferki na koncie i statusy społeczne, jeżeli nie mamy z kim cieszyć się i do kogo wyczekiwać?

Podziwiam mądrość mojej babci, Taty przyjaciółki i mojej mamy. Oni zawsze będą mi wpajać, że najważniejsza chwila między Nami to ta, gdy patrzymy na siebie i jesteśmy – razem. Nieważne, czy pracujemy, czy po prostu rozmawiamy o pierdołach, prywatach, plotkach. Jesteśmy. RAZEM. Bez wirtualnej sieci. I doceniamy to dopiero, gdy jesteśmy daleko, lub gdy bliskiej osoby zabraknie – ile wtedy oddalibyśmy, by znów zobaczyć jej uśmiech? Skarbów świata by nie starczyło.

Tak, ja tęsknię za Tobą i Tobą. Ty już wiesz. Może i mi będzie dane moją „samotność w sieci” niedługo przenieść na Twoje ramiona i ciepło Twojego uśmiechu?