WIEDZA JEST ŁASKAWA – OCHRANIA LUDZI PRZED MYŚLENIEM

Isaac Newton powiedział kiedyś: Co my wiemy, to tylko kropelka. Czego nie wiemy, to cały ocean. O ile w odniesieniu do wszelakich dziedzin naukowych ma to zastosowanie wręcz przerażające i motywujące jednocześnie – bo przecież życia nie starczy by całą możliwą wiedzę zgłębić, lub chociażby LIZNĄĆ, czubeczek, tylko tę odrobinę – o tyle w odniesieniu do wiedzy odnośnie NAS SAMYCH, różnych wydarzeń, potwierdzeń i zaprzeczeń spekulacji czy domysłów – potrafi nieźle namieszać.

Mam tę przypadłość (sama nie wiem, czy należy nazwać ją zaletą, czy też wadą), że OBSESYJNIE pożądam wiedzy. Uwielbiam wiedzieć; nie domyślać się. Uwielbiam sprawdzać, prowokować, doszukiwać się, przekopywać tony książek czy internetu; analizować różne scenariusze, wyciągać wnioski, tworzyć teorie; następnie je sprawdzając. I bez względu na to czy rezultat będzie dla mnie dobry czy też sprzeczny z tym, na co miałam nadzieję – ja i tak chcę. CHCĘ WIEDZIEĆ.

Więc, celowo – zadaję pytania. Nie boję się pytać, konstruuję wielokrotnie złożone zdania; pytania. Patrzę, oczekuję reakcji. Gdy dociekliwość wynika z samej chęci zgłębienia tematu; posiadania ogólnej świadomości; znajomości jakiegoś ciągu przyczynowo-skutkowego, po prostu czytam. Dużo. Przekopuję książki, googluję, oglądam filmy, zdjęcia, łączę kropki i dochodzę do swoich wniosków, bardzo mocno starając się nie sugerować powszechnymi opiniami. Bo jak to ktoś kiedyś powiedział: Ludzie myślą, że coś jest niemożliwe, dopóki nie pojawi się jeden głupiec, który o tym nie wie i to zrobi (nie wiem czy prawidłowo przytoczyłam cytat, lecz zależy mi na samym przesłaniu – także wybacz Drogi Czytelniku, nie będę teraz tego googlować – pozostanę w swoim szale kreatywności, póki jeszcze trwa – po tych już 19 godzinach bez snu). Dlatego, bądź co bądź, ciężko mnie zaskoczyć – lubię być doinformowana, mieć świadomość jakiegoś tematu, nawet jeżeli kompletnie mnie on nie interesuje – takie zboczenie. Zaczynając nowy projekt nie podejmuję się go „ot tak” – research który robię jest dość gruntowny i naprawdę często przyswajam masę informacji, których de facto raczej nie potrzebuję… chyba?

W przypadku jednak wiedzy czysto towarzyskiej, zadaję masę pytań (by uniknąć niepotrzebnych spekulacji). Wprost, bez owijania w bawełnę. Nigdy przez telefon; pytam wprost; patrzę, jak zmienia się wyraz twarzy. Jak mikroekspresje mimowolnie wychodzą; jak gesty nie zawsze są do opanowania; jak mowa ciała zamyka się, gdy chcesz coś ukryć; jak wzrok ucieka lub na siłę starasz się go utrzymać, by wzbudzić to pozorne uczucie zaufania, tudzież zaakcentować MOCNO – hej, ja MÓWIĘ PRAWDĘ, uwierz. Jak pochylasz się do mnie, mimowolnie, bo jesteś żywo zaangażowany w konwersację. Jak zaczynasz pocierać nos, bo coś Ci nie pasuje. Jak myślisz, że masz mocną i silną postawę, gdy tymczasem spinasz się jak sieć, w którą złapała się cała ławica ryb. Jak wstajesz, chcąc podkreślić swoją pozycję, tymczasem gestykulujesz zbyt żywo, stajesz się bardziej agresywny, głos o parę tonów wyższy przekonuje mnie o Twojej racji; gdy de facto świadczy o Twojej niepewności; to wszystko wychodzi ot tak, mimowolnie; i chociażbyś bardzo starał się to opanować; ukryć; ja i tak wiem; lub się domyślam.

Domyślam to odpowiednie słowo. Bo czasami lepiej nie wiedzieć.

Moje poszukiwanie wiedzy często z przypadku daje o sobie znać. Czasami, znikąd, do tych pancernych drzwi w umyśle z tłustym napisem „CIEKAWOŚĆ” puka ten mały, wkurzający stwór, zarzucając myśl: Hej, pamiętasz ten temat? No to tak, parę tygodni temu go olałaś i puściłaś w zapomnienie… weź no sprawdź, zanim zniknie lub ktoś przed Tobą się dowie. Przecież lubisz być PIERWSZA?!

No i to jest dziedzina życia, w której długo przekonywać mnie nie trzeba i dość szubko ulegam. O ile do zjedzenia pizzy czy słodyczy możesz namawiać mnie NAPRAWDĘ DŁUGO, często bez rezultatu; o tyle jak zarzucisz mi temat, w którym moja wiedza jest ograniczona a rozbudzi on moją ubraną w różową aureolkę CIEKAWOŚĆ, pędzę od razu, niczym maratończyk Filippides – do końca, dopóki źródło tudzież siły się nie wyczerpią (niepotrzebne skreślić).

No i biegnę – za kolejnym kierunkowskazem. Umysł to niezwykła rzecz; podsuwa mi informacje, dawno przyswojone, często zignorowane; niedoczytane; niedopowiedziane – akurat wtedy gdy temat wypływa na powierzchnię mojego oceanu. Zupełnie jak w limitless, tyle, że bez pigułki. Dlatego, znikąd, potrafię Cię zaskoczyć jakąś ciekawostką, której mogłeś nie słyszeć przez Twoje 20, 30 czy 40 lat życia, a której właśnie dowiadujesz się ode mnie – bo gdzieś tam akurat rok temu czytałam o tym artykuł, który mnie kompletnie nie interesował; ale ostatecznie był wypadkową jakiegoś zagadnienia no i moja szafka na dokumenty w mózgu poszerzyła się o kolejną teczkę z napisem „niepotrzebne/niesklasyfikowane”.

Zazwyczaj, MOCNO staram się unikać „wiedzy” czysto plotkarskiej z wielu przyczyn. Nie znoszę plotek; nie lubię czytać o celebrytach; o tym co w trawie piszczy czy też drze przysłowiową gębę (chciałam użyć słowa nieco brzydszego, ale chyba jeszcze zachowałam resztki przyzwoitości, pomimo późnej już godziny i braku powszechnej cenzury w internecie); kto komu obsmarował tyłek; kto kogo zdradził, a kto komu wbił nóż w plecy. Czyje było na wierzchu, a czyje wytworem mniej bądź bardziej wybujałej wyobraźni. Unikam jak ognia i już; często grzecznie przytakuję; poradzę; spojrzę na obie strony konfliktu; lecz nie szerzę plotki dalej; niech sobie umrze gdzieś pomiędzy kolejnymi szafkami mojego umysłu, natomiast jeżeli Twoje usta chcą nieść ją dalej na wiatrach dnia – proszę bardzo, nie zatrzymuję Cię, baw się dobrze. Nie zrozum mnie źle – interesuje mnie Twój problem; Twoje uczucia; Twoje przemyślenia – i CAŁĄ SOBĄ, z NAJWIĘKSZĄ przyjemnością Ciebie wysłucham i Tobie doradzę. I wiedza uzyskana od Ciebie również rozbudzi moją ciekawość, w sposób naturalny będę dopytywać o więcej – tudzież szukać na własną rękę – od razu lub po jakimś czasie, w wolnej chwili; w przypływie bliżej nieokreślonej chęci.

CZASAMI LEPIEJ NIE WIEDZIEĆ.

Co innego słyszeć; domyślać się; analizować słowa i wspomnienia bądź doniesienia. Potakiwać; wysłuchać jednej strony; lekko podkoloryzowanej (wiadomo, my ludzie mamy tendencję do koloryzowania, wybielania, przesadzania czy tej zatajania – okej, sama z całą pewnością też tak robię, gdy mi pasuje – norma). Wtedy jest okej: obgadamy problem; wysnujemy wnioski; znajdziemy rozwiązanie; zaspokoimy obopólną ciekawość. Jesteśmy sobie bliżsi, bo wspólnie podjęliśmy się tej plotki, zaspokoiliśmy wspólną potrzebę analizy, uzyskaliśmy tej potrzebnej nam wiedzy.

Co innego zobaczyć na własne oczy. Może nie tyle: dowód; jednakże coś, co autentyczność poprzedniego stwierdzenia podważa; co z plotki tworzy KOLEJNĄ plotkę; co pozostawia umysł w jeszcze większym bałaganie i żądaniu wiedzy, niżeli przedtem; jednakże Ty i tak wiesz, że do źródła się nie dokopiesz, bo jest już MOCNO zniekształcone; poprzez niespójności; poprzez coś, co znasz na tyle dobrze, że widząc na własne oczy wiesz, że TAK, to miało miejsce i nic tego nie zmieni, bo zbyt dobrze to znasz i wiesz, że to prawda (tudzież jej grube ziarno). Gdy widzisz hipokryzję, gdy ktoś wciska Tobie: ja taki nie jestem; po czym w ten sam sposób traktuje kogoś, kogo plotka dotyczy – a ty mając tego świadomość, starasz się ten uśmiech tudzież westchnienie duszy ukryć; bo tak jest lepiej. I czasami lepiej jest nie uświadamiać. Ani rozmówcy, ani samego siebie. Dla obopólnego dobra… a może i większego dobra?

Mnie moja żądza wiedzy zapędza czasem w kozi róg. Dochodzę do wniosków, które gdzieś wcześniej przewinęły się; teraz jedna część duszy za wszelką cenę stara się je uciszyć, mówiąc: TO NIE TAK. Druga mówi: a jak? Dobrze wiesz, że takie coś również było brane pod uwagę już wcześniej, nieprawdaż? Milion myśli, ileś (magicznych) tysięcy pytań ciśnie się na głowę; a Ty pozostajesz: w totalnym rozchwianiu; w milczącym rozwaleniu; w dziwnym zawieszeniu. I zadajesz sobie pytanie: czy dalej chcesz wiedzieć… więcej?

Czy przemawia przeze mnie tchórzostwo? Tchórzostwo, że dowiem się, jak to jest? Że prawdziwą okaże się teza, którą najbardziej odpychałam? Co wtedy?

Wtedy najlepiej nie wiedzieć. Tak po prostu.
Czasem lepiej nie pytać. Lepiej otworzyć tę kasetkę z napisem „nieważne” i bez skrupułów karteczkę tam wrzucić. Oszczędzić sobie nieczystości umysłu.

Może czasem ucieczka przed wiedzą jest lepsza. Pozwala żyć spokojniej. Więc drogi czytelniku… zastanów się dwa razy, zanim jakąś plotkę puścisz dalej; tudzież, zdradzisz tajemnicę; lub wejdziesz z buciorami w czyjeś, dla Ciebie nieistotne w Twojej życiowej sztuce, lecz wiedzione ciekawością – myśli. Czasem lepiej uśmiechnąć się, zacisnąć zęby, a pukanie do żelaznych drzwi zignorować. Pozwala to zasnąć spokojnie. Bez zbędnej sensacji rodem z pudelka.

Albo zrób wszystko, by usłyszeć wprost. Pocierpisz, lecz oszczędzisz sobie godzin domysłów. Która opcja jest dla Ciebie lepsza?